Trasa rowerowa 6 Kastelen Route

Fala upałów, jaka nawiedziła Holandię, nie napawała optymizmem na rowerową wyprawę. Wspólnie z moimi polskimi kompanami, nie chcąc dać za wygraną, postanowiłem poszukać na route.nl trasy rowerowej, która zapewniałaby możliwie jak największą ilość cienia. Po kilkudziesięciu minutach drogą eliminacji zdecydowałem się zabrać ich w okolice Enschede. Czy dokonałem dobrego wyboru? Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że chyba najlepszego z możliwych. 6 Kastelen Route urzekła mnie swoją atrakcyjnością, a na dodatek znaczną część podróży dawała schronienie przed palącymi promieniami słońca i temperaturą sięgającą blisko 40°C.

Diepenheim – początek trasy

Nasza wyprawa rowerowa rozpoczęła się w niewielkiej, ale za to malowniczej miejscowości Diepenheim. Tak jak nakazywał autor trasy, nasze auto zostawiliśmy na parkingu znajdującym się w okolicy centrum informacji turystycznej VVV Agentschap Diepenheim. Po „zrzuceniu” jednośladów ruszyliśmy w kierunku znajdującego się nieopodal zamku. Jak się potem okazało, wystartowaliśmy „pod prąd”. Nie przeszkodziło to nam na szczęście w pokonaniu całej trasy, ponieważ podróżowaliśmy z mapą GPS. Nie ukrywam jednak, że zgodna jazda z dobrze rozstawionymi znakami drogowymi byłaby zdecydowanie łatwiejsza. Od takie roztargnienie w upalny dzień. Jeśli tak jak ja, chcecie utrudnić sobie drogę i pokonywać ją od „drugiej strony”, to wyjeżdżając z parkingu, skręcajcie w prawo, właśnie w stronę zamku.

1 zamek – Kasteel Huis te Diepenheim

Najstarszy ze znajdujących się na trasie zamków. Obiekt został zbudowany w 1648 r. Tereny zielone znajdujące się w okolicy są dostępne dla spacerujących, czego niestety nie można powiedzieć o wspomnianej już twierdzy. Wyjazd z Diepenheim miał dość szerokie pobocze, przez co bez problemu można było jechać w parze. Doprowadziło nas ono do odcinka znajdującego się przy jakiejś głównej drodze. Wtedy to ścieżka rowerowa prowadziła nas równolegle do jezdni, oczywiście w bardzo bezpieczny sposób. Cały czas przemieszczaliśmy się w otoczeniu gęsto porośniętej zieleni. Nad wyraz doceniałem wysokie drzewa, które dawały tego dnia wręcz bezcenny cień. Po około 3 kilometrach deptania wjechaliśmy do lasu. Szutrowa ścieżka może nie należy do najprzyjemniejszych, kiedy porusza się po niej rowerem miejskim, ale osłona drzew dawała tak przyjemny chłód, że lekkie wyboje nie stanowiły najmniejszego problemu. To właśnie tutaj, na skraju lasu dostrzegłem znak informujący o kierunku trasy 6 Kastelen Route. To także tutaj uświadomiłem sobie, że podążamy w odwrotnym kierunku.

2 zamek – Westerflier

Nie chcąc zawracać, ruszyliśmy w dalszą podróż. Nieopodal znajdował się kolejny z celi naszej trasy, czyli Westerflier. Niestety ten, jak i pozostałe z obiektów są w prywatnym posiadaniu, dlatego też bliższe zapoznanie się z nimi nie jest niestety możliwe. Nie ma się jednak co przejmować. W trasie 6 zamków „nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go”.
Dalsza część drogi, ku naszej radości, cały czas wiodła przez las. Podczas postoju na uzupełnianie płynów oraz wykonanie zdjęć, na jednej z tablic dostrzegliśmy obraz dość specyficznego drzewa – De Boomtuin. Postanowiliśmy nieco zboczyć z trasy, co także i Wam polecam, by odszukać to cudo natury ubogacone przez pracę ludzkich rąk. Kilkadziesiąt metrów pokonane w asyście falujących zbóż wprowadzało nas w refleksyjny nastrój. Wtedy to na naszej drodze pojawiło się ono… zjawiskowe drzewo. Może nie każdy, ale zapewne wielu z Was w wieku dorastania marzyło o domku na drzewie, prawda? De Boomtuin to nic innego jak urzeczywistnienie marzeń wielu z Was. Wchodząc metalowymi schodami do góry, nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Będąc już kilka metrów nad ziemią, mogłem i tu uwaga… usiąść na znajdującej się tam ławce. Cisza, spokój i otaczająca mnie w koło przyroda. Idealne miejsce na dłuższy odpoczynek oraz refleksję.

3 zamek – Kasteel Warmelo

Ogromna ilość mijanych po drodze Holendrów tylko utwierdzała moich polskich gości w przekonaniu, że przemierzają oni kolejne kilometry rowerowego raju. Trzeci zamek trasy 6 Kastelen Route był nieco ukryty. Nie stanowiło to dla nas jednak najmniejszego problemu, aby go szybko odszukać. Tuż obok efektownej twierdzy Kasteel Warmelo znajdował się sporych rozmiarów parking rowerowy wraz z miejscem postojowym. Drewniane miejsca siedzące, prąd dla posiadaczy rowerów elektrycznych, czy też duża pompka nożna. Dla moich rodziców notabene wielkich miłośników jednośladów było to bardzo miłe doznanie. Raczej rzadko spotykane w polskich realiach. To właśnie tutaj zrobiliśmy sobie kilkuminutową przerwę, by następnie udać się w dalszą podróż. Ten odcinek naszej rowerowej trasy nie był już tak zalesiony, jak poprzednie. Tutaj dominowały ogromne płaskie tereny porośnięte trawą, a na nich wypasające się krowy, czy też galopujące swawolnie konie.

Twórcy ścieżki 6 Kastelen Route zadbali, aby rowerzyści mogli podziwiać także piękno przyrody, dlatego też jeden z jej odcinków prowadził wzdłuż niewielkich rozmiarów rozlewiska – De Zandvang. To właśnie tutaj znajdowały się ogromne ilości ptactwa. Piękny widok, który był miłą odskocznią od szukania kolejnych holenderskich dworków. To także tutaj, w niedalekiej okolicy w szuwarach ukryty był niewielki młyn wodny. Jadąc ładny kawałek po asfaltowej drodze, moi rodzice mieli okazję doświadczyć uprzejmości oraz kultury jazdy tutejszych kierowców, której próżno szukać w naszej Ojczyźnie. To właśnie tutaj postanowiliśmy zrobić sobie przerwę na ulubiony trunek Holendrów, czyli kawę. Mała czarna w towarzystwie golfistów rozgrywających swoje boje na Pitch & Putt Twente znajdującym się w pobliżu smakowała jakby inaczej. Nie chcąc zbytnio „stygnąć”, po kilkunastu minutach pedałowaliśmy dalej, w poszukiwaniu kolejnego punktu naszej wyprawy.

4 zamek

Zanim dotarliśmy do położonego w niewielkim lasku obiektu, nieco zboczyliśmy z drogi. Nie przeszkodziło to jednak w ostatecznym odnalezieniu kolejnego „pit stopu”. Ten pałacyk zrobił na nas chyba najmniejsze wrażenie, dlatego dość szybko uciekaliśmy z nasłonecznionego placu do zacienionego lasu. Trasa wycieczki była tak różnorodna i ciekawa, że ani się nie obejrzeliśmy, a w nogach mieliśmy już prawie 20 kilometrów. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy gospodarstwie, gdzie hodowane były pawie. Jak przystało na te dumne zwierzęta, niezbyt chętnie chciały pozować do zdjęć.

5 zamek – Weldam

Kolejne kilometry pokonywaliśmy na szczęście w leśnych warunkach na asfaltowej drodze. Idealne rozwiązanie na upalne dni. Przedostatni zamek – Weldam spodoba się Wam ze względu na efektowne zielone ogrodzenie, a także znajdujące się w jego sąsiedztwie ogrody. Po drodze chcieliśmy przyjrzeć się jeszcze z bliska budkom samoobsługowym, które oferowały warzywa oraz lokalne wyroby w przystępnych cenach. Także tutaj miałem jeszcze okazję pokazać moim rodzicom, jak efektownie jest w Holandii witany nowy członek rodziny. Figura bociana wraz z rozwieszonym dziecięcym praniem oraz stosowna informacja, tak aby wszyscy przejeżdżający dokładnie wiedzieli, kto będzie ich nowym sąsiadem. Przyznam szczerze, że bardzo podoba mi się taka forma celebrowania narodzin dziecka. Też jesteście takiego zdania?

6 zamek – Nijenhuis

Nasza trasa dobiegała końca. Zarys ostatniego zamku ukazał się nam dość szybko i niespodziewanie, dlatego ile sił w nogach ruszyliśmy w jego kierunku. O ile jego tylna część wyglądała bardzo dobrze, tak nie wiem, jak opisać go od strony dziedzińca. Nijenhuis to istne cudo. Najlepiej sami zobaczcie, jak efektownie prezentuje się na zdjęciu. Zapewniam, że na żywo prezentuje się jeszcze ciekawiej.

W taki oto sposób nasza wyprawa po drodze 6 zamków dobiegła praktycznie do końca. Niewielki odcinek prowadzący przez miejskie osiedle był zwieńczeniem, a także pożegnaniem się z tą jakże ciekawą trasą. Ceglane budynki, stare samochody, setki rowerzystów, a także wszechobecna przyroda. Tak w skrócie opisałbym wygląd Diepenheim tego dnia. Reasumując, wybór tej trasy okazał się strzałem w 10. Teraz tylko mam nadzieję, że zmotywowałem Was wystarczająco do przejechania tej trasy? Zaskoczy mnie niebawem ktoś z Was i podzieli się w komentarzu swoimi doznaniami?

Link do mapy oraz trasy w formacie GPX dostępny jest na stronie Route.nl

 

Polski emigrant, dociekliwy podróżnik, obsesyjny fotograf, raczkujący bloger. Podróże są dla niego zarówno formą asymilacji z wysiedleńczą rzeczywistością, jak i samorealizacją wrodzonej pasji. Poprzez bloga chce podzielić się zdobytą wiedzą oraz ciekawymi zdjęciami. Życzliwy i uczynny, choć potrafi być sceptyczny i niekonwencjonalny, przez co lubi wzbudzać kontrowersje.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close