Gouda – serowe szaleństwo

Chyba każdy z Was degustował, a już na pewno słyszał o tym żółtym, tłustym przysmaku. O ile smak powinien być Wam znany, tak pewnie niewielu miało do czynienia z miejscowością, dzięki której to ten ser został wypromowany. Odkrywając kolejne miasta Holandii, przyszedł wreszcie czas, aby to Gouda stała się kolejnym celem mojej podróży. Chciałem dać nieco „radości” mojemu podniebieniu, ponieważ uwielbiam smak tego sera, szczególnie w wersji jong. Jakby tego było mało, to także w Goudzie powstał patent na moje ulubione holenderskie ciastka – stroopwafels, które często towarzyszą mi podczas weekendowych poranków. Myślę, że teraz jeszcze bardziej rozbudzą one moje zmysły, bo będą przypominały o genialnej wizycie w Goudzie.

Targ serowy w Goudzie

Początek mojej przygody z Goudą zaczął się od wielkiego wejścia. W każdy czwartek (od kwietnia do końca sierpnia) w godzinach porannych organizowana jest tutaj ciekawa inscenizacja. Na wielkim placu przed De Waag spotykają się producenci sera, którzy negocjują z kupcami ceny za swoje wyroby. Muszę przyznać, że pozorowane sceny wyglądają bardzo realnie. Po dobitym targu, który zatwierdzany jest poprzez obustronne uściśnięcie dłoni, złote krążki wrzucane są na wozy, a następnie wywożone poza obszar rynku. Gouda da Wam możliwość zaobserwowanie tych dawnych, ale jakże ciekawych scen. Musicie jednak pamiętać o dopasowaniu się z terminem, w czym bez wątpienia pomoże Wam strona lokalnej informacji turystycznej.

Czwartkowa atmosfera Goudy

Zazwyczaj podczas naszych podróży narzekamy, kiedy miasta są przepełnione ludźmi, a już tym bardziej turystami. W Goudzie powinniśmy się z tego cieszyć. Nie wiecie dlaczego? Podczas czwartkowego targu, czy też jarmarku musi być przecież tłoczno i gwarno. Jedyne co może trochę denerwować to lekko zagubieni turyści, którzy będąc pod wrażeniem miejsca, tracą głowę i strasznie plątają się pod nogami czy obiektywem aparatu. Na całe szczęście to zjawisko zaobserwowałem tylko w okolicach serowego targu. Inne strefy miasta nie są już tak oblegane, a niektóre należą nawet do bardzo, ale to bardzo spokojnych.

De Waag – Gouda

We wspomnianym już De Waag, liczącym sobie trzy i pół wieku znajduje się centrum informacji turystycznej. To właśnie tutaj najlepiej sprzedającym się gadżetem promocyjnym jest oczywiście… ser. Oprócz szansy nabycia lokalnych gadżetów, jak sama nazwa wskazuje, można się tutaj zważyć na historycznej wadze serowej albo zrobić zdjęcie z osobami w lokalnych holenderskich strojach. Dotychczas chyba jeszcze nigdzie nie widziałem ludzi przebranych w charakterystyczne dla tego kraju stroje ludowe. Zapewne nie jeden z Was, tak jak i ja, miał w swoich planach wykonanie takiej fotografii. Gouda da Wam taką możliwość.

Rynek i ratusz w Goudzie

Przestrzenny rynek w kształcie kawałka sera zapełniony straganami nieco stracił w moich oczach na objętości. Wszystko to za sprawa licznych sprzedawców, którzy to jak tylko się da, wykorzystują obecność potencjalnych klientów. Nawet w niezbyt korzystnych okolicznościach można doszukać się pozytywów. Mam tu na myśli panią kataryniarz, która swoją puszką wypełnioną pieniędzmi przygrywała w rytm charakterystycznej melodii płynącej z jej efektownego instrumentu. Zaraz przypomniały mi się dziecięce lata.
Będąc w Goudzie, nie sposób jest nie zauważyć i przejść obojętnie obok cudownego gotyckiego ratusza. Przepiękna budowla, którą fotografowałem z każdej możliwej strony, by ostatecznie wybrać to najlepsze ujęcie. Jak się podoba? Gwarantuję, że na żywo ta prawie 600-letnia konstrukcja zrobi na Was dużo większe wrażenie.
W centrum miasta ku mojemu zdziwieniu praktycznie na samym rynku znajdował się polski sklep. Czynsz w takiej lokalizacji pewnie do najtańszych nie należy, co może świadczyć także o dość dużej liczbie naszych rodaków mieszkających w tym mieście i jego okolicach. No, chyba że lokalni albo turyści upodobali sobie polskie produkty, w co oczywiście także nie wątpię.

Sint Janskerk – Gouda

Uwagę należy zwrócić także na najdłuższy holenderski kościół św. Jana (Sint Janskerk), a także sąsiadującą mu okolice. Jeśli zdecydujecie się na odwiedzenie wnętrza, to koniecznie przyjrzyjcie się przepięknym witrażom zdobiącym okna tej świątyni. Jeśli akurat tutaj podczas wychodzenia z kościoła przyjdzie Wam do głowy pomysł, aby na chwile przystopować ze zwiedzaniem Goudy, to zatrzymajcie się w kawiarence przy Museum Gouda. Jest to idealne miejsce, gdzie bardzo szybko można uciec od turystycznego zgiełku pozostając jednocześnie w samym centrum miasta.

Moje wrażenia z Goudy

Gouda jest niewielkim miastem, a na dodatek wszystkie jego najciekawsze atrakcje znajdują się w ścisłym centrum. Nie trzeba się zatem spieszyć, czy też śledzić mapy, która pomogłaby w dotarciu do wszystkich atrakcji miasta. Zdecydowanie lepiej jest zasiąść w jednej z kawiarni i do zestawu z małą czarną zamówić sobie przekładane ciastko. Jak dla mnie Gouda jest wyjątkowa. Na swój sposób nieco inne od pozostałych holenderskich miast, jakie do tej pory miałem okazję odwiedzić. Duże wrażenie zrobiła na mnie także ulica Turfmarkt, a dokładnie piękny kanał porośnięty liliami wodnymi. Oprócz nielicznych łódek można było podziwiać w nim także dość popularne w Holandii ptaki, czyli łyski.

Punkt kulminacyjny, degustacja sera Gouda

W drodze powrotnej miałem już upatrzony sklep z serami. Mowa tutaj o mieszczącym się przy Lange Tiendeweg 30 – ‘t Kaaswinkeltje. Sery oferowane przez ten sklep nie są pasteryzowane, a na dodatek dostępne są tylko lokalnie. To tylko nadaje im jeszcze większej wartości. Holenderski winkel pozwalał na degustację ogromnej ilości wymyślnych rodzai sera. Moim zdaniem taka możliwość powinna być dostępna w każdym szanującym się sklepie, jeśli nie chce się kupować tzw. kota w worku. Jeśli lubicie eksperymentować albo macie ochotę spróbować prawdziwy holenderski ser, to koniecznie musicie odwiedzić to miejsce podczas wizyty w Goudzie. Jedliście kiedyś ser z limonką albo ser o niebieskim kolorze z lawendą? Tutaj będziecie mieli okazję degustować tego typu cuda. Następnie kupić, zabrać do domu i dzielić się niepowtarzalnym smakiem z Waszymi bliskimi.

Polski emigrant, dociekliwy podróżnik, obsesyjny fotograf, raczkujący bloger. Podróże są dla niego zarówno formą asymilacji z wysiedleńczą rzeczywistością, jak i samorealizacją wrodzonej pasji. Poprzez bloga chce podzielić się zdobytą wiedzą oraz ciekawymi zdjęciami. Życzliwy i uczynny, choć potrafi być sceptyczny i niekonwencjonalny, przez co lubi wzbudzać kontrowersje.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close