Czy Utrecht to mały Amsterdam?

Utrecht to miasto, o którym słyszałem wiele pozytywnych opinii, dlatego bardzo chciałem je odwiedzić i zweryfikować. Dość często spotykałem się z określeniem „mały Amsterdam”, co jeszcze bardziej potęgowało moje zainteresowanie tym miastem. Chciałem na własne oczy przekonać się, czy skojarzenie ze stolicą Holandii nie jest czasami bezpodstawne. Jak myślicie, czy doszukałem się w Utrechcie wielu podobieństw z Amsterdamem?

Rijn en Zon, wiatrak w samym centrum miasta

Moja przygoda z miastem rozpoczęła się standardowo na jego obrzeżach. Parkowanie samochodu poza centrum pozwala zaoszczędzić w Holandii niemałe pieniądze, a przy okazji daje możliwość odkrycia naturalnego charakteru miasta oraz miejsc, do których potencjalny podróżnik nie dociera. 45-minutowy spacer do centrum Utrechtu połączony z poranną kawą pozwolił mi pozytywnie wejść w nowy dzień. W dość specyficznym Paul’s Coffee Corner moim bardzo podstawowym holenderskim wdałem się w krótką rozmowę odnośnie do regionu Utrecht z właścicielem lokalu. Starszy pan z siwym wąsem, który jest miłośnikiem antyków, zapewne mógłby opowiadać w nieskończoność. Mając w perspektywie dłuższy pobyt w mieście, po wypiciu filiżanki kawy udałem się w dalszą drogę. Po przebytych kilkuset metrach, krocząc ulicą Adelaarstraat moim oczom wśród ceglanych zabudowań ukazał się ogromny wiatrak – Rijn en Zon. Zapewne na wszelki wypadek zechciał przypomnieć mi, w jakim kraju się znajduje, gdybym czasem miał wątpliwości. To także podróż bocznymi uliczkami sprawiła, że miałem okazję podziwiać tematyczną pracę graficiarzy zdobiące jeden z murów miejskich przy Adelaarstraat. Takie dzieła sztuki jak na załączonym zdjęciu to ja rozumiem i jak najbardziej popieram.

Oudegracht i utrechckie kanały

No i za rogiem wspomnianego budynku się zaczęło. Będąc w Holandii, nie sposób nie trafić na kanały i chyba właśnie o nie wielu turystom tak naprawdę chodzi. Myślę, że to właśnie tutaj na pierwszy rzut oka mógłbym dopatrzyć się podobieństwa z Amsterdamem. Wszechobecny spokój, niewielki ruch oraz dialogi w języku niderlandzkim szybko dały mi jednak do zrozumienia, że to na pewno nie stolica kraju. Bez większego problemu można było usiąść na rozgrzanym od promieni słonecznych drewnianym pomoście. Tutaj praktycznie z poziomu wody mogłem podziwiać kolejne przepływające łodzie oraz wszelkiego rodzaju okręty pływające. Pomimo tego, że byłem w samym środku dużego miasta, czułem wszechobecny spokój, zdecydowanie nie to, co w Amsterdamie. Nie wiem, być może wynikało to z faktu, iż było stosunkowo wcześnie. Ja zawsze staram się rozpoczynać moje wyprawy wczesnym rankiem, by nic mnie nie ograniczało. Spacerując z aparatem, kilkadziesiąt metrów dalej miałem okazję zrobić bardzo klimatyczne ujęcie. Charakterystyczne holenderskie rowery stojące na ciemno ceglanej drodze, a w tle kanały i piękne łodzie. Dla mnie ta fotografia jest wręcz encyklopedycznym obrazem holenderskiego miasta. Mijając kolejne klimatyczne kamienice, a także wyluzowanych Holendrów siedzących na schodach swoich domów z kubkiem kawy kroczyłem w stronę centrum. Tak właśnie zapisał się w mojej pamięci tamtejszy poranek.

Chcąc zobaczyć to, co podobno najlepszego oferuje Utrecht udałem się w kierunku Oudegracht. Najstarszy i najbardziej znany kanał, który przecina południowe oraz północne centrum miasta. Raczej próżno szukać tutaj podobieństwa z Amsterdamem, pomimo faktu, iż nie uważam się za wielkiego znawcę stołecznego miasta. Tutejszy kanał jest zupełnie inny. Parasole ze stolikami znajdują się przy tafli wody, a spacerujący ludzie kroczą jakby piętro wyżej. W takich warunkach spokojnie można oddać się wartościowej oraz długiej konwersacji przy filiżance kawy połączonej z tradycyjnym ciastkiem – stroopwafel.

Po chwili odpoczynku w tym jakże urokliwym miejscu udałem się dalej wzdłuż 2-kilometrowego kanału. Tutaj zacząłem podziwiać podobno najwęższy budynek Utrechtu mieszczącej się przy Oudegracht 133. Muszę przyznać, że miejsce ma swój specyficzny urok. Jeśli ktoś mieszka w tej kamienicy, to musi być tam strasznie nieporęcznie. Jeśli jesteście tego ciekawi, to sami możecie sprawdzić, jak czują się ci ludzie, odwiedzając sklep znajdujący się poniżej. Wąskie budynki są wynikiem obowiązującego niegdyś w Holandii prawa, które to pozwalało płacić ich właścicielom niższe podatki. Ustawa obecnie oczywiście już nie obowiązuje, ale jego następstwa w postaci “ciasnych” kamienic możemy podziwiać po dziś dzień. W Amsterdamie, aż roi się od takich budynków, dlatego doszukiwanie się tutaj podobieństw pomiędzy miastami jest w jakiś sposób zrozumiałe.

Domtoren – najwyższa wieża kościelna w całej Holandii

Spacerując wśród dość licznej grupy przechodniów, dotarłem wreszcie do samego serca miasta. Nagle na drugim planie moim oczom ukazała się najwyższa wieża kościelna w Holandii. Domtoren jest, a raczej była częścią katedry św. Marcina. Szczegóły tej ciekawej historii poznacie nieco później. Szukając dobrej perspektywy do zrobienia zdjęcia, postanowiłem obniżyć swój horyzont, tak aby ująć także rowery, które są przecież jednym ze znaków rozpoznawczych Holandii. To także tutaj w powietrzu unosił się specyficzny zapach, który na pewno nie miał nic wspólnego z kościelnym kadzidłem. W Amsterdamie po przebyciu takiej trasy pewnie już chodziłbym z lekkim uśmiechem na twarzy. Głodny turystycznych doznań szedłem dalej. Mijałem ogromne rzesze ludzi raczące się promieniami słonecznymi w kawiarnianych ogródkach. W holenderskich miastach to piękny i zarazem powszedni widok.

Huis Zoudenbalch

Wyznaczona przeze mnie trasa doprowadziła mnie do charakterystycznego budynku z czerwonymi okiennicami. Nie mylcie go czasem z czerwonymi latarniami, by tym samym błędnie kojarzyć to z Amsterdamem. Gotycki Huis Zoudenbalch został zbudowany już w 1467 roku przez najwybitniejszy z rodów miasta, stąd też taka nazwa obiektu. Niestety pożar w 1903 roku znacznie uszkodził ten zabytek, który w moim odczuciu nadal ma specyficzny charakter i warto go zobaczyć.

Zanim dotarłem do podnóża katedry oraz wspomnianej już wcześniej wieży, moją uwagę odwrócił sklep z suwenirami. Nie mam w zwyczaju kupowania kolejnych gadżetów, które tylko zbierają kurz, dlatego ograniczyłem się do zrobienia zdjęcia. Ja w moich wyprawach skupiam się na kolekcjonowaniu doznań w postaci wspomnień oraz fotografii. Taka forma suwenirów trafia do mnie najbardziej, a jak to wygląda z wami? Zbieracie jakieś gadżety, może modne ostatnio magnesy?

Katedra w Utrechcie i jej okolica

Domkerk zbudowano w XIII wieku jako katedrę dla biskupa Utrechtu i poświęcony został Sint Maartenowi. Pierwotnie był kościołem rzymskokatolickim, ale od czasu reformacji w XVI wieku stał się protestanckim. Zapewne wielu z Was znacznie bardziej interesuje fakt, dlaczego ogromna wieża jest oddzielona od kościoła. Wszystko to za sprawą tornada z 1674 roku, które to zburzyło przejście łączące oba obiekty. Podobną są plany, na przywrócenie pierwotnego wyglądu, ale od planów do realizacji zawsze daleka droga i podobnie jest i w tym przypadku. Będąc w tym miejscu, nie zapomnijcie tak jak ja, wejść do Pandhof Domkerk. Piękny ogród klasztorny, który ja podziwiałem tylko na zdjęciach, bo tak się zakręciłem, że po prostu to miejsce pominąłem. Moją uwagę w tej okolicy przykuł budynek Utrecht University. Jedna z najstarszych uczelni w kraju, która liczy sobie już prawie 400 lat. Urzekł mnie widok tego obiektu, a figura Jana Van Nassau dała do myślenia, kim, że jest ów jegomość. W takich niezręcznych przypadkach sięga się po telefon, a Internet sprawnie rozwiązuje rodzące się w głowie pytania. Jeśli jesteście ciekawi, kim był ten człowiek i dlaczego jego monument znajduje się w samym centrum miasta, to wiecie gdzie szukać odpowiedzi.

Nowoczesna część Utrechtu

Pięknymi, klimatycznymi uliczkami, jak ta ze zdjęcia, udałem się w dalszą podróż do nieco modernistycznej części Utrechtu. To właśnie tutaj miałem okazję podziwiać nie do końca współgrające ze sobą nowe, jak i stare konstrukcje. Na pierwszym planie widzicie Stichting Museum Materieel Railion, a w tle nowoczesny wieżowiec. Ja zdecydowanie preferuje umiar, czyli nastawienie na modernizm albo stary styl. Sami zobaczcie i oceńcie, czy te dwa obiekty ze sobą współgrają?

Rowery, rowery… i wszędzie rowery

Jeśli takie dywagacje Was nie interesują, to zapewne zaciekawią Was piętrowe parkingi rowerowe. Na mnie zrobiły one ogromne wrażenie. Rower to w Holandii zdecydowanie najlepszy środek transportu miejskiego. Jeśli możecie ze sobą zabrać swoje jednoślady, to jest to najlepszy środek transportu do zwiedzania miasta. W kraju tulipanów rowerzysta zawsze ma rację i pierwszeństwo, dlatego też bez obaw śmiało możecie deptać ile sił w nogach, czując wiatr we włosach i pokonując tym samym kolejne kilometry niekończących się ścieżek rowerowych.

Hoog-Catharijne – miejsce na „małe” zakupy

Moja wycieczka do biegała już końca, a Utrecht zaskoczył mnie po raz kolejny. Co prawda zdecydowanie bardziej podoba mi się tutejszy stary styl, ale kolorowy i fikuśny budynek galerii handlowej Hoog-Catharijne położony w nowoczesnej części miasta zapewne spodoba się także miłośnikom nowoczesnej architektury. Ja nie miałem już czasu, a może bardziej chęci, aby wchodzić do środka. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, abyście to Wy zobaczyli, co skrywa wnętrze tego budynku i jakie daje możliwości.

De Utrechter, czyli przerwa na małe co nieco

Chcąc nieco odpocząć po trudach wędrówki odwiedziłem lokal de Utrechter, który przykuł moją uwagę za sprawą prostego, a zarazem efektownego szyldu. Nie mam w zwyczaju fotografować jedzenia dlatego, jeśli chcecie zrobić ciekawe zdjęcia na Instagrama, to zapraszam Was do środka. Tutaj na pewno znajdziecie coś dla siebie, zarówno do jedzenia, jak i do sfotografowania.

Utrecht, miej oczy szeroko otwarte

Na koniec wycieczki po Utrechcie, podczas powrotu do samochodu natrafiłem na jedno z ciekawszych miejsc w mieście, oczywiście tych “nieturystycznych”. Bardzo wąski budynek położony tuż przy kanale. Na pierwszym tle rower i charakterystyczny samochód z żółtymi blachami. Na drugim planie, jeśli dobrze się przyjrzycie, dostrzeżecie także rowerzystę na charakterystycznym jednośladzie, którego próżno szukać w naszym kraju. Z doświadczenia wiem, że aparat, tak jak i portfel zawsze jest dobrze trzymać blisko siebie, dlatego dzięki szybkiej reakcji możecie podziwiać to ciekawe ujęcie.

Czy Utrecht to mały Amsterdam?

W taki właśnie sposób zapamiętam Utrecht, który dla mnie poza faktem, że posiada kilka charakterystycznych dla tego kraju cech, znacznie różni się od Amsterdamu. Miasto zrobiło na mnie spore wrażenie i tylko jego ścisłe centrum było nieco przeludnione. Cała reszta, jak na tak znane i duże miasto była bardzo spokojna. Miło było spędzić tam swój dzień i oddać się bezgranicznej eksploracji. Mam nadzieje, że nie była to moja ostatnia wizyta, bo Utrecht ma zapewne jeszcze wiele do zaoferowania.

Polski emigrant, dociekliwy podróżnik, obsesyjny fotograf, raczkujący bloger. Podróże są dla niego zarówno formą asymilacji z wysiedleńczą rzeczywistością, jak i samorealizacją wrodzonej pasji. Poprzez bloga chce podzielić się zdobytą wiedzą oraz ciekawymi zdjęciami. Życzliwy i uczynny, choć potrafi być sceptyczny i niekonwencjonalny, przez co lubi wzbudzać kontrowersje.

Komentarze

  1. autor
    Bozena
    Lut 26, 2019 Odpowiedz

    Kocham Holandią dlatego dziekuje za interesujacy przewodnik .Poznalam juz Brabantcje.Moj apetyt na wiecej ciagle rosnie.Pozdrawiam.

    • autor
      Marcin Koczorowski
      Lut 26, 2019 Odpowiedz

      Bożeno,
      bardzo mnie cieszy fakt, że mój blog dociera do takich osób jak Ty.
      Postaram się sprostać oczekiwaniom.

  2. autor
    Patryk
    Lut 27, 2019 Odpowiedz

    Ale tam jest pięknie

  3. autor
    Karolina
    Mar 1, 2019 Odpowiedz

    Mieszkam w Holandii ale nie mam czasu na zwiedzanie…
    Patrząc na twój blog zaczynam się zastanawiać dlaczego siedzę w domu 🤔😉

    • autor
      Marcin Koczorowski
      Mar 1, 2019 Odpowiedz

      Karolina, szczerze? Podziwiam 😛 Zastanawiam się tylko, czym jesteś tak bardzo zajęta, że nie masz czasu…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close