Hasselt – stolica belgijskiego Limburga

Hasselt to stolica belgijskiego Limburga licząca sobie ponad 75 tysięcy mieszkańców. W kategorii wielkości pozwala mi je sklasyfikować raczej jako niewielkie miasto. Jesteście zdziwieni, że wspominam teraz o Belgii, a nie Holandii? Wasze rozczarowanie nie jest bezpodstawne. Już wyjaśniam, o co chodzi. Hasselt to także nazwa holenderskiego miasta położonego w prowincji Overijssel. Zanim będziecie wybierać się do któregoś z nich, koniecznie dobrze sprawdźcie Waszą nawigację, żeby nie było potem niemiłej niespodzianki.

Hasselt - Belgia

Do Hasselt trafiłem całkiem przypadkowo i nie chodzi tu wcale o pomyłkę. Wszystko związane jest z nadmiarem wolnego czasu, bo nie liczyłem, że tak szybko poradzę sobie z Roermond. W przygranicznym Thorn doszedłem do wniosku, że Belgia jest na wyciągnięcie ręki, więc długo się nie zastanawiając, zacząłem szukać jakieś ciekawej alternatywy. Początkowo trafiłem do Genk, nie mylić z Gent, które okazało się małym i nudnym turystycznie miasteczkiem. Kolejny wybór padł więc na Hasselt, czyli stolicę belgijskiego Limburga. Tym razem zapobiegawczo przejrzałem zdjęcia miasta, no i na totalnym spontanie pojechałem je eksplorować. Będąc szczerym, to nie lubię takich niezaplanowanych wycieczek, ale raz kiedyś wyjątek od reguły nie zaszkodzi, o czym będziecie mogli się przekonać, zgłębiając treść tego wpisu.

Hasselt - Belgia - mural - sowa

Sam pobyt w mieście rozpoczął się w bardzo efektowny sposób. W nawigacji obrałem punkt na jakiś parking położony blisko centrum. Jeszcze dobrze nie wysiadłem z samochodu, a już chciałem chwytać za aparat, aby sfotografować zapierający dech w piersi, efektowny mural. Przyznacie mi, że robi wrażenie?

Stadhuis Hasselt

Spacerując bardzo spokojnymi ulicami Hasselt, dotarłem w okolice kolorowo zdobionego ratusza. Czując piękny zapach jedzenia, postanowiłem zasiąść w lokalnej pizzerii, by zaspokoić swój przeogromny głód. Podczas oczekiwania na zamówienie miałem wystarczająco dużo czasu, aby na spokojnie przeszukać Internet pod względem wyszukania ciekawych miejsc.
Po posiłku bogatszy o praktyczną wiedzę na temat miasta zabrałem się za fotografowanie efektownego budynku ratusza, który jeszcze w XVII wieku służył jako hotel. W Internecie doszukałem się informacji, że nowe „biuro miejskie” Hasselt znajduje się przy Limburgplein i przybrało zupełnie odmienny, futurystyczny wizerunek. Dzięki temu ten piękny historyczny obiekt, który możecie podziwiać na zdjęciu, jest przeznaczony tylko i wyłącznie do turystycznej ekspozycji.

Stadhuis Hasselt - Belgia

Grote Markt

Chcąc nacieszyć oko miastem, obrałem najlepszy możliwy kierunek wycieczki, czyli rynek. Praktycznie w każdym mieście jest to miejsce, które ma sporo do zaoferowania. Czy rozczarowałem się tym, co zobaczyłem w Hasselt? Raczej nie, bo liczyłem się z tym, że nie koniecznie musi to być serce miasta, w którym będą padały tylko „achy” i „ochy”. Z racji tego, że lubię doszukiwać się pewnych smaczków, to i na tym nieregularnie ukształtowanym placu znalazłem coś intrygującego i interesującego jednocześnie.

Hasselt - Belgia

Het Sweert

Moją największą uwagę przykuł budynek znajdujący się na rogu Kapselstraat. Jest to chyba jedna z najbardziej znanych kamienic Hasselt. Wszystko to ze względu na bogate szachulcowe zdobienia. Obiekt pełnił kiedyś funkcję gospody, ale od ponad 300 lat funkcjonuje jako apteka, co potwierdza jego świetlny szyld.

Het Sweert - Hasselt - Belgia

De Koning van Polen

Będąc na rynku i przemieszczając się w kierunku Sint-Quintinuskathedraal, mój wzrok zatrzymał się na efektownej kamienicy z kolorowymi reklamami. Podejrzewam, że w nocy prezentuje się dużo lepiej niż za dnia, ale mimo wszystko robił wrażenie. Pewnie zastanawiacie się, co to ma wspólnego z De Koning van Polen, czyli w wolnym tłumaczeniu z Królem Polski? Szczerze powiedziawszy, to sama nazwa dotyczy kamienicy znajdującej się obok, z prawej strony. Historia tego miejsca jest tak mocno zagmatwana, że ciężko się czegokolwiek doszukać. Podobno za czasów Gasparta Voskensa, czyli jej właściciela, lokal nazywany był In de Waepen van den Coninck van Polen. Skąd się to wzięło i jaka jest szczegółowa etymologia, to nie mam bladego pojęcia. Jeśli ktoś jest w stanie rozszyfrować pochodzenie ten nazwy i podzieli się swoją wiedzą w komentarzu, to zobowiązuję się postawić mu belgijskie piwo przy najbliższej możliwej okazji.

Hasselt - Belgia - rynek

Sint-Quintinuskathedraal

Efektowna XI w. katedra, której piękny zegar znajduje się na ponad 60-metrowej wieży i bryluje nad miastem. Lubię takie smaczki, kiedy to znajduję się w typowo miejskim otoczeniu i nagle zza rogu, ku mojemu zdziwieniu, pojawia się takie historyczne dzieło sztuki. Oczywiście obowiązkowa pamiątkowa fotografia dla czytelników bloga i ruszyłem dalej, by eksplorować Hasselt, czując już w nogach kilkanaście kilometrów zrobione tego dnia w Roermond oraz Thorn. Postanowiłem więc nieco zwolnić tempo, odpocząć i udać się na zakupy do lokalnego marketu.

Sint-Quintinuskathedraal - Hasselt - Belgia

Virga-Jessebasiliek

Wracając z plecakiem suwenirów, gdzie wzbogaciłem się o czekolady oraz belgijskie piwka kolejny raz niespodziewanie na mojej drodze wyrósł kościół. Tym razem była to późnobarokowa bazylika Virga-Jesse, która znacznie ucierpiała podczas II Wojny Światowej. Jako ciekawostkę należy wspomnieć, że nasz Papież Jan Paweł II w 1998 roku podniósł rangę tego kościoła właśnie do miana bazyliki i to chyba tyle na temat tego obiektu.

Virga-Jessebasiliek - Belgia - katedra

W taki dość spontaniczny sposób przespacerowałem przez miasto, do którego nigdy nie planowałem zawitać. Dowiedziałem się dzięki temu kilku nowych rzeczy, zobaczyłem całkiem przyjemne dla oka konstrukcje i mam nadzieję, że w jakiś sposób pomogłem także podjąć decyzję, aby odwiedzić to miejsce.

Jeśli będziecie wybierali się do belgijskiego Hasselt, to koniecznie zajrzyjcie do Japanse Tuin, czyli największego w Europie japońskiego ogrodu i skosztujcie lokalną jałowcówkę. Ja niestety nie miałem już na to czasu, ale nie wykluczam, że będąc w okolicy, się tam kiedyś nie pojawię.

Polski wysiedleniec, dociekliwy podróżnik, obsesyjny fotograf, raczkujący bloger. Podróże są dla niego zarówno formą asymilacji z emigracyjną rzeczywistością, jak i samorealizacją wrodzonej pasji. Poprzez bloga chce podzielić się zdobytą wiedzą oraz wnikliwymi spostrzeżeniami. Życzliwy i uczynny, choć potrafi być sceptyczny i niekonwencjonalny, przez co lubi wzbudzać kontrowersje.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *